„Straszę powagą…?” – wywiad z Marią Kalitą

W grupie projektowej wprowadzam w życie hasło „my – grupa”. Nie chciałam, żeby było zbyt oficjalnie. Ponadto każdy pomysł był demokratycznie dyskutowany.

 Dwa plus dwa to jest pięć, samemu za wiele nie zrobisz przy takim projekcie.

 

Z Marysią Kalitą, koordynatorem głównym Rankingu – Najlepsi z Najlepszych 2009, rozmawiał Tomasz Zbrożek

 

Maria Kalita: Tomek, czy nie możesz zamiast nagrywać, zapisywać tego, co mówię? Ja ci to wypunktuję! Poza tym on mnie będzie stresował tutaj [o Bartku Piątku obecnym w siedzibie – przyp.]! Bartek będzie się śmiał z tego co ja mówię!

Bartosz Piątek: Mery, siadaj, masz coś do ukrycia?

Maria Kalita: Nie… Tomek, wychodzimy do kawiarni AZSu!

 

[po zmianie miejsca wywiadu]

Tomasz Zbrożek: Lubisz rozmawiać z ludźmi?

Maria Kalita: Oczywiście, nie zauważyłeś tego jeszcze?

 

TZ: Pytam, ponieważ zanim spotkałem się z tobą na tę rozmowę, ostrzegano mnie, że dużo mówisz, może nawet zabraknąć taśmy. Nie czujesz czasem potrzeby ciszy, spokoju, żeby skupić się na czymś, na przykład nauce?

MK: Ja mam tak, że za dużo mówię. Szczerze mówiąc, nie czuję nic takiego, że siedzę w ciszy i mi to odpowiada, wręcz przeciwnie: mieszkając z drugą osobą, nie potrafiłabym robić swojego i przechodzić obok niej bez żadnych relacji. Muszę jej wszystko opowiedzieć. Było to, było tamto, zrobiliśmy tyle, były takie problemy z projektem, na uczelni…

 

TZ: Czyli dzielisz z kimś pokój?

MK: Tak, mieszkam z koleżanką, ale nie sprawia to żadnych kłopotów, nawet bardziej by mi przeszkadzało gdybym była w pokoju sama. Często mówię jej nawet, że nie musi zakładać słuchawek, muzyka – nie za głośna – ani obecność drugiej osoby nie przeszkadza mi w nauce.

 

TZ: Długo przygotowywałaś niedawno zakończony projekt Ranking?

MK: W domu ostatni raz byłam 31 sierpnia – cały czas pracowałam przy Rankingu, bo moim pomysłem było rozszerzenie projektu również na studentów z Politechniki Wrocławskiej. Jednak spotkaliśmy się z odpowiedzią odmowną ze strony Rektora. Może to i dobrze, bo teraz, przy okazji finału projektu, kiedy trzeba było pakować, załatwiać nagrody, przesyłki zaczęły przychodzić do siedziby, pomyślałam: „dzięki Bogu, że my nie musimy jechać z tym na Politechnikę!” Logistycznie byłoby to niewykonalne, a na dodatek nigdzie nie mogliśmy znaleźć sali, która pomieściłaby dwukrotną niż zwykle ilość studentów. Tak więc nie dość, że Politechnika nie wypaliła, to jeszcze przez pewien czas chcieliśmy przenieść Galę w inne, nie będące częścią kampusu miejsce. Słowem: projekt się cały czas modyfikował; założenia pierwotne, gdzieś z początku projektu, znacznie różnią się od tego, jak wszystko faktycznie wyglądało.

 

TZ: Masz więc cel na następny rok: rozszerzenie Rankingu na Politechnikę.

MK: O nie nie, za rok zajmiemy się czymś innym: dostaliśmy odgórne polecenie włączenia do grona nagradzanych studentów również tych uczących się w oddziale w Jeleniej Górze, ale wiąże się to z dodatkowymi kosztami, dlatego liczymy na pomoc uczelni.

 

TZ: Widzę, że w przyszłym roku zamierzasz znów działać przy Rankingu.

MK: Oczywiście, na pewno będę wspierać koordynatora głównego, pomagać mu i wspierać. Pamiętam, że to właśnie ubiegłoroczny koordynator Rankingu – Michał Młynarczyk – zachęcił mnie do prowadzenia projektu w tym roku . Sam projekt bardzo mi się podobał, chciałam brać w nim udział, Gala Rankinguale kiedy przyszło do wyboru koordynatora, myślałam, że nie dam sobie rady, że to za dużo obowiązków, zbyt wielkie wyzwanie. Tuż przed głosowaniem Michał użył pewnego podstępu, ale udało mu się zmotywować mnie do zgłoszenia się i tak mnie wybrano. A od lipca już załatwiałam kwestie formalne związane z przeprowadzeniem projektu, wówczas jeszcze starając się o połączenie z Politechniką.

 

 

TZ: Czyli na początku bałaś się zostać głównym koordynatorem?

MK: Bo to jest tak, że kiedy pracujesz przy projekcie, dostajesz polecenia: masz zrobić to, to i to. Zadania są jasne. Jako koordynator to ty musisz myśleć o wszystkim, czy wszystkie zadania są zrobione. Wszystkiego trzeba dopilnować i we właściwym momencie dyskutować z grupą, konfrontować poglądy.

 

TZ: Teraz masz już porównanie, jak to jest. Wolisz więc zarządzać, czy wykonywać pojedyncze, jasne zadania?

MK: Jedno i drugie, ale przede wszystkim nie lubię projektów rozrywkowych, nie bawi mnie to. Wolę zajmować się wydarzeniami merytorycznymi. Brałam udział w „Fenomenie”, „Kobiecie z Wiggorem”, w rekrutacji, „Konkursie Wiedzy Ekonomicznej” i wiem, że jeżeli miałabym coś wykonywać, mogę robić to przy takich projektach rozrywkowych, ale jeśli miałabym czymś zarządzać, to zdecydowanie wolę przedsięwzięcia merytoryczne.

 

TZ: Jesteś za modelem organizacji studenckiej, gdzie panuje poważna atmosfera, a integracja, zabawa i przyjaźnie schodzą na dalszy plan?

MK: Co prawda po moich ostatnich wystąpieniach na spotkaniu ogólnym Wiggoru upominano mnie, że straszę swoją powagą młodych, ale nie – o niczym takim nie ma mowy. U nas w grupie niczego takiego nie było, starałam się wprowadzać w życie hasło „my – grupa”, nie chciałam, żeby było zbyt oficjalnie. Ponadto każdy pomysł był demokratycznie dyskutowany. Dwa plus dwa to jest pięć, samemu za wiele nie zrobisz przy takim projekcie.

 

TZ: Czy w trakcie tworzenia Rankingu było coś, czego nie zakładałaś w planach, a wyszło w trakcie – zupełnym przypadkiem?

MK: W dniu Gali!

 

TZ: To znaczy?

MK: Pół godziny przed rozpoczęciem, powiedziano mi, że nie mamy nagłośnienia. Za chwilę na salę ma wejść 160 osób plus reprezentacje firm. Dodatkowo zespół miał do dyspozycji jeden mikrofon przenośny – a zamawialiśmy trzy – przez który śpiew słychać źle, a wokal się rozprasza. Powiedziałam wtedy, że to już nie czas na szukanie winnych i poradzimy sobie z jednym mikrofonem. Przez dwie godziny Gali siedziałam z myślą, że mikrofon bezprzewodowy może się rozładować! Siedziałam ze spuszczoną głową i zaciskałam kciuki myśląc, czym zastąpimy mikrofon, kiedy padnie. Myślałam, że dostanę zawału serca na miejscu! Cały ten dzień był najgorszy, przez te nerwy nie mogłam się cieszyć z tego, że mam Galę, że wszystko wyszło. Gdybym miała to jeszcze raz przeżyć, musiałabym najpierw napić się jakiegoś nervosolu.

 

TZ: Ale kiedy Gala się skończyła, poczułaś „jest sukces”?

MK: Tak, ulga! Myślę, że można nazwać ten projekt sukcesem, dlatego, że dużo osób go zauważyło: Samorząd Studentów odezwał się do mnie z gratulacjami, przede wszystkim firmy, które w to weszły, świadczą o randze projektu: BCG, Google, Ernst&Young, PricewaterhouseCoopers. Usłyszeliśmy nawet pochwały z ust Rektora, mówił, że wszystko się udało, jest pod wrażeniem…

 

TZ: Najlepsza Gala, jaka się odbyła?

MK: Widziałam tylko ubiegłoroczną Galę, ale jeden ze sponsorów w rozmowie ze mną stwierdził, że tegoroczne wydarzenie było bardzo dynamiczne i zaprosiliśmy bardziej prestiżowe firmy, głośno doceniano też występ zespołu BlueBerry Band.

 

TZ: A czy jest coś, o czym teraz już wiesz, że mogło być zrobione lepiej?

MK: Zawsze tak jest. Na przykład mogliśmy lepiej przećwiczyć samą galę, lepiej opanować swoje nerwy, wcześniej zająć salę, w której wszystko miało się odbywać, dokładniej się upewnić czy wszystko jest przygotowane, żeby nie było takich problemów jak ten z mikrofonem, dużo jest takich szczegółów.

 

TZ: Koniec o Rankingu, zmieniamy temat. Słyszałaś, że siedziba Kampus TV została odnowiona?

MK: Tak, byłam tam nawet w pewnej sprawie i widziałam nowy wystrój.

 

TZ: Uważasz, że siedziba Wiggoru też powinna zostać odnowiona, że odpowiednie osoby powinny się tym zająć, czy aktualny stan pomieszczenia jest dobry?

MK: Owszem, były nawet takie plany, tylko jest jeden problem – nie ma na to funduszy. Kampus TV został odnowiony z funduszy Uczelni, które my musimy przeznaczać na projekty. Działalność Kampusu i nasza różni się, my potrzebujemy finansować projekty, oni głównie kupować i utrzymywać sprzęt. Czasem jednak zdarza się wypracować jakąś nadwyżkę na projektach i uważam, że powinniśmy to przeznaczyć na polepszenie warunków w siedzibie, która teraz jest mało reprezentatywna, bo jeśli przyjdzie tam jakiś przedstawiciel firmy, może się rozczarować. Tym bardziej, że określenie „siedziba Wiggoru” brzmi bardzo wyniośle…

 

TZ: Co dopiero „biuro Wiggoru”…

MK: Właśnie! A za tym kryje się tak naprawdę zwykły pokój!.

 

TZ: Na koniec chcę ci zadać pytanie dotyczące tematu „na czasie”. Dziesięć osób zamierza w poniedziałek zmienić formę swojej działalności w Wiggorze na status członka honorowego. Czy to dobrze, że odchodzą taką silną grupą? Mają w końcu cenną wiedzę, doświadczenie.

MK: O tym, że te osoby zamierzały się honorować, wiem nie od dziś. Nie jest dobre to, że opuszczają Wiggor jednocześnie, ale nie można ich pozbawiać takiej możliwości, jeżeli oni stwierdzili, że zrobili, wypracowali, co mogli i są z tego dumni… Moim zdaniem tytuł honorowy powinien otrzymać ktoś taki szczególny ze szczególnych, a to troszeczkę zostało zachwiane ostatnio, ktoś zrobi jeden projekt i już się honoruje. Komisja rewizyjna musi to przemyśleć, trzeba by nadać temu tytułowi szczególną rangę. Na szczęście akurat ta reprezentacja, która odchodzi, jest silna. Kiedy sama przyszłam do Wiggoru, byłam taka zagubiona, na pierwszym roku, nie wiedziałam jak działa organizacja studencka. Pamiętam, że oni stanęli na spotkaniu ogólnym, wyznaczali zadania, tacy pewni siebie… „Boże, to tak ludzie w ogóle mogą zrobić? Nie tylko uczyć się na studiach? Pójść i tak po prostu rozmawiać sobie z jakimiś firmami!” – takie miałam myśli. Od tych ludzi, którzy teraz zostaną honorowymi, ja się uczyłam, oni przekazali nam, „potomnym” dużą wiedzę, na pewno zostawią po sobie echo. Zawsze tak jest: kiedyś ktoś musi odejść, a jak ludzie odchodzą, trzeba ich zastąpić, dać wyraz temu, że czegoś się od nich nauczyliśmy.

 

TZ: Ale Ty nie zamierzasz się zbyt szybko honorować? A może szykujesz niespodziankę i jako członkini komisji rewizyjnej zamierzasz zawetować czyjąś prośbę w poniedziałek?

MK: Nie myślę o uhonorowaniu się, mam jeszcze dużo do zrobienia, nie zamierzam rezygnować z czynnego działania w Wiggorze! A ludzie, którzy teraz odchodzą, zdecydowanie na to zasługują. Tylko, że jest ich po prostu strasznie dużo.

 

TZ: Dziękuję za rozmowę Mery, życzę sukcesów w Wiggorze i nie tylko.

Rozmawiał Tomasz Zbrożek

Maria Kalita – studiuje Finanse i Rachunkowość na UE na 3 roku. W Wiggorze działa od listopada 2007. Brała udział w przygotowaniach fenoMENu, Konkursu Wiedzy Ekonomicznej 2008, i Rankingu 2008. W maju 2009 została koordynatorem Rankingu 2009, którego finał miał miejsce 30 listopada. Pochodzi z miejscowości Bobrowa koło Dębicy.

Recent Posts